|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam...
Forum
Inspiracje....
Na zakupy w sieci....
Napisz do mnie...
Odwiedzam...
|
Blog o tym, co siedzi w mojej głowie Tymczasem...
piątek, 30 kwietnia 2010
Stało się....
Od blisko dwóch lat piszę mój blog.Opowiadam o moich pasjach i o tym, "co siedzi w mojej głowie Tymczasem" :-) Dane mi było tu poznac wiele wspaniałych ,tworzących cudowne prace Osób-z niektórymi ta wirtualna znajomośc przeistoczyła się w całkiem realną przyjaźń. Bardzo Wam dziękuję za odwiedziny na moim blogu, za ciepłe słowa otuchy w trudnych dla mnie chwilach, za miłe komentarze ,porady i wiele inspiracji. Dziękuję i jednocześnie zapraszam do nowego Tymczasem : http://tymczasem-maja71.blogspot.com/ , który będzie po prostu kontynuacją tego bloga. Serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego ,Maja ............................................................................................................ ..........................................................................................................
wtorek, 27 kwietnia 2010
Z pamiętnika przypadkowego cukiernika,czyli Maja w kuchni :-)
Jestem wyrodną córką mojego taty. Mój tato,cukiernik z zawodu,niestety nie może powiedziec,że odziedziczyłam po nim "zdolności cukiernicze".Tato co prawda bardzo krótko pracował w swoim wyuczonym zawodzie,ale często piekł ciasta dla domowników.Zapamiętany z dzieciństwa smak i zapach jabłecznika mojego taty będę chyba zawsze pamiętac... Tak więc nie piekę,bo nie potrafię i nie lubię.To znaczy ciasta lubię,i to bardzo!!!,ale wyłącznie na etapie ich konsumpcji :-) Niestety,ciasta i wszelkie inne słodkości także okazują mi swoje uwielbienie-w postaci kolejnych wałeczków w pewnych partiach mojego ciała :-( Jednakże z wiekiem (hehe) moja fobia w kuchni,w obliczu tych wszystkich urządzeń "dobrej gospodyni" ,jakby traci na sile. Jakiś czas temu dokonałam bohaterskiego czynu piekąc chleb razowy według przepisu i cennych porad Penelopy. Chleb udał się już przy pierwszym podejściu (a piekłam go z duszą na ramieniu) i na stałe zajął już miejsce w moim nader skromnym repertuarze kulinarnym.Potem próbowałam walczyc jeszcze z bułeczkami maści wszelakiej,ale bez większego entuzjazmu i bez jakichś ogromnych sukcesów. Dałam więc sobie spokój i uwierzyłam z ulgą,że pieczenie mnie nie dotyczy. Jednak kilka tygodni temu,podczas wspaniałego weekendu u Penelopy, dane mi było zjeśc coś ,co spędzało mi sen z powiek. Co ja mówię-ja tego nie jadłam-ja to pożerałam !!!! W obliczu tegoż specjału;-) zapomniałam o "manierach i konwenansach wszelakich" ;-), bo jakoś nie mogłam odmówic sobie kolejnego,i kolejnego i jeszcze jednego kawałeczka tego ciasta marchewkowego, o którym Penelopa pisze i podaje przepis tutaj:http://penelopia.blogspot.com/2010/04/ciasto-marchewkowe.html Wspominając więc smak Penelopowego wypieku, postanowiłam jeszcze raz spróbowac zmierzyc się ze sztuką cukierniczą-chwycic byka za rogi i byc bardzo,bardzo dzielną :-) Musiałam jednakże poczekac na właściwy moment-właściwy,czyli taki,kiedy będę sama w domu-na wszelki wypadek :-) (kot się nie liczy,bo i tak stale śpi). Przygotowałam wszystkie składniki wg listy sporządzonej zgodnie z przepisem Penelopy,wielokrotnie sprawdziłam,czy wszystko mam i zabrałam się do dzieła.Posiekałam orzechy i ananasa, utarłam marchewkę,roztopiłam masełko i przygotowałam skrzętnie odmierzone "suche" składniki.Potem wzięłam kilka głębokich oddechów,policzyłam do dziesięciu i przystąpiłam do "miksowania składników". Najbardziej zaskoczony był Pan Mikser-od lat nieużywany,zupełnie zapomniał,jakie jest jego "docelowe" przeznaczenie.Początkowo rzęził i sapał,aż wreszcie zrozumiał,o co chodzi i ochoczo rozpędził się ile sił w silniczku :-) I w tejże przyjaznej atmosferze dotarliśmy do finału: Jestem z siebie dumna, bo co tu dużo mówic-ciasto wyszło...pyszne :-) Co prawda mój wypiek nie jest okryty kołderką lukrową ,taką,jaką przyrządziła córka Penelopy,Hania , ale cóż...te przebrzydłe kalorie!...O Haninej wspaniałej marchewce,zwięczającej dzieło,nawet nie próbowałam marzyc,z przyczyn oczywistych ....Moja rodzinka początkowo z rezerwą i niedowierzaniem spoglądała na blachę z ciastem mojego wypieku ;-) -sądzili,że w całym tym zamieszaniu palce maczała moja sąsiadka,ale cóż-nie tym razem :-) No cóż-pierwsze koty za płoty! Nie pozostaje mi nic innego,jak tylko poprosic Penelopę o przepis na drożdżowe paluchy,którymi częstowała nas podczas niedawnego sabaciku :-) To tyle tymczasem.Serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę miłego tygodnia,Maja ............................................................................................................ "...schaby , kraby , miód w muszelkach , a na deser -tort w kształcie...pantofelka..." .............................................................................................................
niedziela, 25 kwietnia 2010
Candy u Koleżanek i kilka moich drobiazgów :-)
Dziś "szybki" wpis :-) U Penelopy Candy urodzinowe: O szczegółach zabawy można przeczytac TUTAJ: http://penelopia.blogspot.com/2010/04/to-juz-mina-rok.html U Ateny tez Candy - można wylosowac takie oto niespodzianki:
Na zakończenie kilka prac, które zrobiłam już jakiś czas temu: Miało już nie byc pisanek decu, ale...:-) ... I ubiegłoroczna, moja ulubiona :-) To tyle na dziś.Serdecznie pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog i zyczę miłej niedzieli.U nas pięknie-wreszcie słonecznie i chyba ciepło :-)
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
niedziela, 11 kwietnia 2010
Kobieta zmienną jest,czyli jak to jest po kilku kieliszeczkach Penelopowego likieru :-)
Bardzo rzadko piję alkohol.Jednakże Penelopowemu likierkowi jakoś nie mogę się oprzec-delektuję się nim już drugi wieczór :-) A oto efekty tejże degustacji: 1. Może tak?... 2.A może tak?.... Moje dziecię-bez likieru Penelopowego we krwi,rzecz jasna- pomaga mi w wyborze: No sama nie wiem....I dlatego pozostanę chyba przy stanie jak najbardziej aktualnym :-) : To tyle na dziś.Pozdrawiam moje Koleżanki,z którymi spędziłam mijający weekend i wszystkie osoby odwiedzające mój blog.
"Człowiek najbardziej tęskni za tym,do czego nie jest stworzony"
niedziela, 04 kwietnia 2010
Wesołych Świąt i jajeczne "rien ne va plus" ;-)
Pięknie wszystkim dziękuję za wspaniałe życzenia. Ja także życzę Wam radosnych,spokojnych Świąt- smacznego jajka,słodkiego mazurka i mokrego dyngusa. I by to świętowanie na pamiątkę Cudu upływało Wam w miłej,rodzinnej atmosferze.Wesołyc Świąt! Moje tegoroczne pisankowe dekupażowanie zakończyłam niebieskimi ,tym razem błyszczącymi wydmuszkami : Szczerze mówiąc-bardziej podobają mi się te same,ale w wersji matowej :-) Cóż-pisanki skończone, rien ne va plus! przynajmniej na razie ;-) Póki co - świętujemy i odpoczywamy : ...oraz podziwiamy niespodzianki,które przygotował dla nas zając ;-) : To tyle na dziś.Serdecznie wszystkich pozdrawiam ,Maja ...................................................................................................................
piątek, 02 kwietnia 2010
O różanym finale,hafcie richelieu i ptaszkach,które przyleciały,ale chyba odlecą...;-)
Moje różane pisanki, w wersji matowej i błyszczącej,wreszcie opuściły pracownię.Częśc z nich mieszka już w domu moich Przyjaciół , a pozostałe będą ozdobą naszego stołu świątecznego-do czasu,aż kot się nimi zainteresuje ;-/ Po świętach zapewne powrócę jeszcze do tego różanego motywu,ale już nie na pisankach ;-) Wczoraj otrzymałam przesyłkę od Gosi - zakupioną na Pchlim Targu poszewkę na podusię. Poszewka jest śliczna-kremowa,ozdabiana haftem richelieu.Gosia podarowała mi także dwie piękne serwetki,za które bardzo,bardzo dziękuję :-) : Jak patrzę na tę poszewkę, to od razu mam ochotę powrócic do mojej dawnej pasji,czyli do richelieu właśnie.Niestety-ten brak czasu.... Na koniec o ptaszkach będzie...Otóż dziś odebrałam wreszcie oprawioną ptasią stołówkę. "Docelowo" obrazek ten będzie wisiał w kuchni nad stołem , tymczaem ustawiłam go na kominku : Bardzo się cieszę,że wyhaftowałam ten obrazek. Wzdychałam do tych ptaszków zawsze,gdy byłam u Penelopy :-) Niestety,popełniłam dwa poważne błędy-po pierwsze źle wymierzyłam tkaninę i -moim zdaniem-jest zbyt mało "wolnego" tła , a po drugie....no własnie,kto zauważył drugi błąd??? ;-) Penelopo,nie podpowiadaj,proszę :-) Oba błędy jakoś nie dają mi spokoju.Jestem przyzwyczajona do innego widoku...I tak sobie pomyślałam,że wyhaftuję drugą ptasią stołówkę (to będzie moja praca na lato) , a ten obrazek po prostu sprzedam. Jakiś czas temu skończyłam także mój lniany hafcik z kluczami-wkrótce się pochwalę ;-) Tymczasem pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę wszystkiego dobrego ,Maja ............................................................................................................. "...zatrzymaj mnie,nie daj mi odejśc.Zapomnę cię,nie będzie już nic..." .............................................................................................................
piątek, 26 marca 2010
Trochę błysku i jeszcze mat ;-)
Sezon jajeczny w pełni, a ja już kombinuję,co zrobię po świętach.Planów oczywiści mam wiele,ale z czasem krucho.Jednak do rzeczy-zaczęłam lakierowac poliuretanem.Dawno nieużywany przeze mnie Domalux jakoś nie zgęstniał,za co cześc mu i chwała.A oto pierwsze efekty : Jeszcze trochę pomęczę domowników specyficznym "zapachem" Domaluxu ,a tymczasem lakiernię opuściły ;-) kolejne maty : Na koniec mały upominek dla bardzo młodego Facecika ;-) : To tyle Tymczasem.Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie,Maja
niedziela, 21 marca 2010
Pisankowe dylematy ;-)
Pięknie dziękuję za miłe komentarze.Ja też się cieszę ,że znów zabrałam się za decoupage-brakowało mi bardzo tych farb,pędzelków,serwetek,itp. Niestety,czasu na moje pasje mam niewiele,więc musiałam na chwilkę "porzucic" haftowanie ;-( Cóż,jak to słusznie zauważyła Penelopa-w "dzisiejszych czasach" zegary tykają o wiele szybciej,niż kiedyś... Różane pisanki decu , wszystkie "jak jeden mąż" ;-) , miały absolutnie i nieodwołalnie iśc na błysk. Na mega błysk! Ale oczywiście naszły mnie wątpliwości podczas pierwszej "kompanii karnej",czyli podczas pierwszego szlifowania.Bo te matowe,absolutnie matowe,gładziutkie i niemalże aksamitne mają w sobie COŚ : Zdjęcia kiepskie,bo z lampą robione,a fotograf ze mnie żaden.Ale spokoju mi ten mat nie daje... To tyle. Życzę wszystkim miłego nadchodzącego tygodnia.Wiosny !.... PS- Milena, motywy na pisanki "wydzierałam" z serwetek.Nawet ich nie tknęłam ;-) nożyczkami. A taśmę lnianą , o którą niedawno pytałaś, kupiłam kiedyś w pasmanterii u Wojtka.Pozdrawiam.
sobota, 20 marca 2010
Wysiaduję :-)
Właściwie nie planowałam tego robic.Kilka lat temu wyprodukowałam ich tyle,że starczyłoby na dekoracje w kilku domach.Jakoś nigdy nie umiałam ich sprzedac,więc zadawalałam się tym,co mam.Rodzina,przyjaciele i znajomi też zostali już kiedyś nimi obdarowani,więc nie paliło mi się do robienia kolejnych.I zawsze jest tak samo-w ostatniej chwili stwierdzam,że może jednak...zawsze wpadnie mi w ręce jakiś papier lub serwetka z motywem,który właśnie świetnie by wyglądał na...A jak już się skuszę i zacznę,to skończyc nie mogę.Mowa oczywiście o jajkach , a ściślej-o dekupażowaniu wydmuszek gęsich.W tym roku także wpadłam po uszy.Przejrzałam karton z dekoracjami świątecznymi i doszłam do wniosku,że -o zgrozo- pisanek decu pozostało niewiele-częśc wytłukła się podczas przeprowadzki,a częśc "zutylizował" mój kot.Na dobrą sprawę pozostało mi...jedno jajko.Jedno! Wydobyłam więc pudło z zakupionymi dawno temu wydmuszkami , "odkurzyłam" mój dawno nieużywany warsztat decu i zaczęłam dziarsko działac: Zawsze moje decu-pisanki wykańczałam na wysoki połysk.W tym roku także zrobię kilka "błyszczących" ,ale skuszę się też na mat.Zachwyciły mnie matowe pisanki u Penelopy,więc postanowiłam takie zrobic. Pierwsze trzy są już gotowe: To tyle tymczasem.Serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę miłego weekendu. Ja "na tę okolicznośc" ;-) czyszczę dziś okna ;-( ****************************************************************************** "...dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba..." ****************************************************************************** |